Spis treści
Treści generowane przez sztuczną inteligencję stanowią już około 35% wszystkich nowych stron opublikowanych online, a liczba ta pochodzi z połowy 2025 roku. Właśnie coś przeczytałeś. Wydawało się w porządku. Żadnych czerwonych flag. Żadnych oczywistych błędów. Płynne, spójne, do zapomnienia.
W tym tkwi problem.
Liczby, z którymi nikt nie chce mieć do czynienia
Naukowcy z Imperial College London, Internet Archive i Stanford przeanalizowały miliony stron internetowych. Ich odkrycie: około 35% nowych treści opublikowanych online do połowy 2025 r. stanowiły treści wygenerowane przez sztuczną inteligencję - tekst wyprodukowany lub w znacznym stopniu wspomagany przez duże modele językowe.
Nie 5%. Nie spamerskie zakątki sieci.
Jedna na trzy nowe strony w otwartym Internecie.
W kontekście roku 2022 szacunki wskazują, że odsetek ten wynosi zaledwie ułamek procenta. Trzy lata. Tyle właśnie czasu zajęło, by w sposób niezauważalny i bez żadnego głosowania zasadniczo zmienić strukturę internetu.

Kiedy generowane przez sztuczną inteligencję zawartość osiąga jedną trzecią penetracji rynku, przestaje być trendem. Staje się infrastrukturą.
To, co myślisz, że się dzieje, a to, co faktycznie się dzieje
Zapytaj dziennikarzy, naukowców, użytkowników LinkedIn, co treści generowane przez sztuczną inteligencję robią z siecią. Otrzymasz spójną historię: więcej dezinformacji, niższa dokładność faktów, bańki epistemiczne, homogenizacja stylu. Wszystko brzmi tak samo, wszystko jest gorsze.
Tyle że dane tego nie potwierdzają.
Naukowcy przetestowali sześć różnych hipotez dotyczących negatywnych skutków treści generowanych przez sztuczną inteligencję w Internecie.
- Dokładność faktów spada
- Styl pisania jest homogenizujący
- Izolacja epistemiczna (bańki filtrujące) rośnie
- Zaangażowanie czytelników spada
- Zmniejsza się różnorodność semantyczna
- Ogólny ton staje się coraz bardziej pozytywny
Cztery z sześciu: niepotwierdzone.
To powinno sprawić, że się zatrzymasz. Nie dlatego, że oznacza to, że treści generowane przez SI są nieszkodliwe. Ponieważ nasza zbiorowa intuicja na temat tego, co się dzieje, jest błędna dokładnie w tych miejscach, które mają znaczenie. A kiedy twój model zagrożeń jest błędny, nie jesteś chroniony, jesteś po prostu pewny siebie.
Co konkretnie nie wytrzymało
Fakty się nie pogorszyły. Styl nie stał się jednolity. Bańki filtrów nie rosną szybciej niż wcześniej.
Nie oznacza to, że te problemy nie istnieją. Oznacza to, że treści generowane przez sztuczną inteligencję nie są ich bezpośrednią, mierzalną przyczyną, przynajmniej nie na tym etapie badań.
Dwa efekty, które faktycznie się pojawiły
Analizie poddano dwie hipotezy.
Po pierwsze: zmniejszona różnorodność semantyczna. Nie chodzi o to, że każdy artykuł brzmi tak samo. Chodzi o to, że zakres pojęć, perspektyw i ram krążących w Internecie staje się coraz węższy. Systemy sztucznej inteligencji optymalizują się w kierunku środka statystycznej średniej wszystkiego, na czym zostały przeszkolone. Tak więc treści generowane przez sztuczną inteligencję są publikowane w kierunku tego centrum. I tak w kółko.
Internet zaczyna myśleć jednym mózgiem.
Drugi potwierdzony efekt: zwiększone pozytywne nastawienie. Treści generowane przez sztuczną inteligencję są bardziej optymistyczne niż te pisane przez ludzi. Brzmi to nieszkodliwie. Ale nie jest. Bardziej pozytywny internet jest również mniej krytyczny, mniej skłonny do wskazywania niepowodzeń, mniej zdolny do powiedzenia “to jest zepsute”. Pętla sprzężenia zwrotnego, która sprawia, że systemy informacyjne same się korygują, staje się coraz cichsza.
Połącz te dwie rzeczy. Otrzymasz medium, które mówi jednym głosem i ma nieustannie optymistyczne podejście do wszystkiego.
To nie jest dziennikarstwo. To nie jest wiedza. To bardzo duża farma treści z dobrą gramatyką.
Konkretny przykład
Wyszukujesz recenzję produktu. Dwadzieścia wyników, wszystkie pozytywne, wszystkie podobnie sformułowane, wszystkie bez konkretnych wad. Nie dlatego, że produkt jest dobry. Ponieważ treści generowane przez sztuczną inteligencję unikają negatywnych ocen: “Pozytywne” artykuły uzyskują lepsze wskaźniki zaangażowania.
Rezultat: internet przestaje być miejscem, w którym można sprawdzić, czy coś faktycznie działa.
Jak właściwie to zmierzyli
Wykrywanie treści generowanych przez sztuczną inteligencję na dużą skalę jest naprawdę trudne. Pojedynczy detektor zawodzi na dobrze przygotowanym tekście, im lepszy model, tym trudniej go wychwycić.
Naukowcy przyjęli inne podejście:
- Jednoczesne stosowanie wielu metod wykrywania
- Wyniki walidacji krzyżowej dla różnych metod
- Stratyfikacja próby według typu witryny, języka i okresu czasu
Jest bardziej rygorystyczny niż większość artykułów o “kryzysie treści AI”, które można przeczytać w wiadomościach. Co sprawia, że liczbę 35% trudniej odrzucić jako szum pomiarowy.
Mroczna prognoza i trzy rzeczy, które możesz zrobić
Jeśli 35% jest punktem odniesienia dla treści generowanych przez sztuczną inteligencję w połowie 2025 r., to gdzie jest teraz ta krzywa?
Wartość Internetu jako narzędzia do myślenia wynika z tarcia. Różni ludzie, różne założenia, różne wnioski zderzają się publicznie. Tarcie to sposób, w jaki korygowano błędy i ujawniano martwe punkty. Homogenizacja semantyczna to redukcja tarcia zoptymalizowana nie przez spisek, ale przez tysiące zespołów tworzących treści generowane przez sztuczną inteligencję, optymalizujących te same wskaźniki, zbiegających się w tym samym centrum.
Trzy konkretne kroki:
- Aktywna dywersyfikacja źródeł - a nie przez algorytm. Szukaj głosów, które aktywnie się nie zgadzają
z głównym nurtem. - Szukaj krytyki, a nie recenzji - pytaj “co jest nie tak z X”, a nie “czym jest X”.”
- Przejdź do danych podstawowych - Przeczytaj raport, a nie artykuł o raporcie.
Nie chodzi już o to, czy treści generowane przez sztuczną inteligencję zmieniają internet.
Pytanie brzmi, czy internet jako medium zbiorowego myślenia przetrwa to, co już się z nim stało. I czy będziesz jedną z osób, które wiedzą, jak poruszać się po tym, co pozostało.
Dodaj komentarz