Autor: daniel

  • Shadow AI zyskuje na popularności w niszy, którą właśnie zbadała firma Gallup

    Shadow AI zyskuje na popularności w niszy, którą właśnie zbadała firma Gallup

    Spis treści

    Zapytaj pracownika w Stanach Zjednoczonych, czy jego pracodawca wdrożył sztuczną inteligencję. Znaczna część z nich nie potrafi udzielić odpowiedzi, a właśnie w takim zamieszaniu rozwija się „ukryta sztuczna inteligencja”.

    Z tego powodu firma Gallup zmieniła sformułowanie pytania. W uwadze metodologicznej napisano: “Począwszy od trzeciego kwartału 2025 r. firma Gallup dodała do tego pytania opcję ‘nie wiem’, aby odzwierciedlić niepewność związaną z wdrażaniem sztucznej inteligencji”. Wyniki od trzeciego kwartału 2025 r. nie są już bezpośrednio porównywalne z wcześniejszymi pomiarami.

    Firma zajmująca się sondażami zerwała własną serię czasową, ponieważ zbyt wiele osób nie miało pojęcia, co się dzieje wewnątrz budynku, w którym pracują.

    Druga liczba, o której nikt nie wspomina

    Według danych z maja 2026 r. 47% pracowników w Stanach Zjednoczonych twierdzi, że ich organizacja wdrożyła sztuczną inteligencję. Tylko 25% twierdzi, że organizacja przedstawiła jasny plan.

    W każdym nagłówku pojawia się pierwsza liczba, ale to ta druga stanowi sedno artykułu.

    Pomiędzy stwierdzeniami “mamy to” a “ktoś mi powiedział, jak z tego korzystać” istnieje luka, a w tej luce znajdują się umowy, dokumentacja medyczna pacjentów, projekty ofert, kod źródłowy – cokolwiek właśnie dzisiaj wklejają Twoi pracownicy.

    Shadow AI to domyślny stan tej luki.

    shadow AI

    Adopcja to błędny argument

    Od dawna toczy się spór na temat tego, ile osób korzysta ze sztucznej inteligencji. Gabriel Weinberg Przedstawiciel serwisu DuckDuckGo podsumował w czerwcu 2026 r. nastawienie sceptyczne następująco: “jedna trzecia aktywnie korzysta ze sztucznej inteligencji, jedna trzecia korzysta z niej sporadycznie, a jedna trzecia nigdy z niej nie korzysta”. Powołuje się on na dane telemetryczne firmy Microsoft, według których “ponad 30 procent ludności w wieku produkcyjnym w Stanach Zjednoczonych korzysta ze sztucznej inteligencji, co stanowi wzrost o 3 punkty procentowe w porównaniu z końcem 2025 roku”.

    Dane firmy Gallup dotyczące miejsca pracy wskazują na wyższe wyniki. 15% pracowników w USA korzysta z AI codziennie. 30% korzysta z niej co najmniej raz w tygodniu, a 52% korzysta z niej przynajmniej kilka razy w roku.

    Wybierzcie sobie dowolną stronę – to nie ma żadnego wpływu na moją pracę.

    Niezależnie od tego, czy podniesie się, czy obniży liczbę użytkowników, model 25%, który ma jasno określony plan, pozostaje na swoim miejscu. Ta walka odwraca uwagę od jedynego istotnego pytania, a mianowicie: kto napisał regulamin i kto go przeczytał.

    Shadow AI to problem związany z poufnością, w którym nie ma atakującego

    Odejmij słownictwo, a zobaczysz, że to właśnie wszystko.

    Żadnych wiadomości phishingowych, żadnych exploitów, żadnych systemów typu „command and control” – nic, co mogłoby wywołać alarm. Pracownik otwiera kartę przeglądarki i wkleja dokument klienta do chatbota, aby uzyskać podsumowanie. Dane opuszczają organizację. Większość zakupionych przez Państwa rozwiązań zakłada, że ktoś próbuje się włamać. Shadow AI wychodzi frontowymi drzwiami w godzinach pracy, kierowana przez ludzi, którzy po prostu chcą szybciej zakończyć pracę.

    OWASP prowadzi wpis dotyczący ujawniania informacji wrażliwych w swoim 10 najlepszych zastosowań dużych modeli językowych, a niemal wszystkie te wskazówki dotyczą aplikacji stworzonej przez Ciebie. Zakładka, którą Twój zespół sprzedaży otworzył dziś rano, nie jest niczyją aplikacją.

    Scott Brinker opisał ten zjawisko już w 2013 roku i nazwał je „prawem Marteca”. Technologia zmienia się wykładniczo, a organizacje – logarytmicznie. Twoi pracownicy opanowali sztuczną inteligencję w jedno popołudnie, a proces aktualizacji dokumentacji przebiega w tempie komisji.

    Dane Gallupa dotyczące menedżerów pokazują to samo z innej perspektywy. 36% respondentów zdecydowanie zgadza się, że ich menedżer wspiera zespół w korzystaniu ze sztucznej inteligencji. Tam, gdzie takie wsparcie istnieje, pracownicy są 1,7 razy bardziej skłonni do korzystania ze sztucznej inteligencji co najmniej raz w tygodniu oraz 8,7 razy bardziej skłonni do zgłaszania transformacyjnych zmian w sposobie pracy. Zachęta rozprzestrzenia się poprzez rozmowę, a zasady – poprzez dokumenty. „Shadow AI” wybiera szybszą drogę.

    Jak wygląda „Shadow AI” we wtorek

    Nikt nie siada i nie podejmuje decyzji o zastosowaniu sztucznej inteligencji typu „shadow”. Objawia się to drobnymi, rozsądnymi posunięciami.

    Przedstawiciel handlowy wkleja podpisaną umowę do chatbota, aby wyodrębnić z niej daty odnowienia. Asystentka z działu kadr wrzuca arkusz kalkulacyjny z wynagrodzeniami do chatbota, aby zmienić format kolumn. Programista wysyła ślad stosu zawierający ciąg połączenia z serwerem produkcyjnym do konta w ramach bezpłatnego pakietu. Recepcjonistka w przychodni przeredagowuje skierowanie, w którym nadal widnieje nazwisko pacjenta.

    Żadna z tych osób nie jest nieostrożna. Wszystkim powiedziano, że sztuczna inteligencja pozwala im pracować szybciej, ale nikomu nie wyjaśniono, gdzie przebiega granica.

    Usunięcie nazwy klienta przed wklejeniem również nie sprawia, że tekst staje się danymi anonimowymi, a zapoznałem się z wynikami badań na ten temat w Wyciek prywatności ChatGPT.

    Każda z tych czynności pozostaje niewidoczna dla zespołu ds. bezpieczeństwa, ponieważ nie doszło do żadnego naruszenia bezpieczeństwa i nie wygenerowano żadnego alertu.

    Niskie liczby nie oznaczają bezpieczeństwa

    W przypadku codziennego użytkowania wskaźnik wynosi 42% w branży technologicznej, 27% w branży finansowej, 22% w branży usług profesjonalnych oraz od 9 do 15% we wszystkich pozostałych branżach.

    Proszę uważnie zapoznać się z dolnym przedziałem, ponieważ kancelaria prawna lub poradnia znajdująca się w tym najniższym przedziale nie ma lepszej sytuacji. Jest to miejsce, w którym mniejsza grupa osób zajmuje się tym samym, ale ma do czynienia z materiałami o znacznie większej wrażliwości, a przy tym istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że ktokolwiek z działu IT kiedykolwiek się z nimi zapoznał. Niskie wykorzystanie kryje w sobie „ukrytą sztuczną inteligencję”.

    65% pracowników w organizacjach wdrażających sztuczną inteligencję, którzy zgłaszają pozytywny wpływ na wydajność, również nie kłamią. To działa i właśnie dlatego nikt nie zamierza przestać, nawet jeśli się ich o to poprosi. Zakaz sprawia, że „cieniowa sztuczna inteligencja” staje się jeszcze mniej widoczna.

    Jedna strona przed dokonaniem zakupu

    Nie zaczynaj od narzędzia. Zacznij od jednej strony, która odpowiada na cztery pytania.

    1. Które kategorie danych nigdy nie są wprowadzane do modelu zewnętrznego?.
    2. Jakie narzędzia są dopuszczone do użytku – lista według nazw.
    3. Do kogo pracownik zwraca się, gdy odpowiedź nie jest oczywista.
    4. Co się dzieje, gdy coś już się wydarzyło, i kto dowiaduje się o tym jako pierwszy?.

    Strona ta nie dotyczy środowiska podlegającego regulacjom ani nie zastępuje umowy z dostawcą. Przedstawia ona aktualne wycieki.

    Szablon do edycji, który służy do tego celu, przechowuję w moim kalkulator ryzyka związanego z sztuczną inteligencją typu „shadow”, dzięki czemu nie musisz zaczynać od pustego pliku.

    Następnie zajmij się tą nudną częścią i wyślij to wszystkim, wskazując jedną osobę jako właściciela. Zasada, której nikt nie potrafi znaleźć, działa tak samo jak brak jakiejkolwiek zasady, i właśnie w tym momencie „shadow AI” zaczyna od nowa. Nie jest to skomplikowane zadanie i nie wymaga zatrudniania konsultanta.

    Jedna strona wystarczy, by pokonać cykl zamówień. Jeśli nie potrafisz tego napisać, to nie masz programu opartego na sztucznej inteligencji – masz tylko 47% i nadzieję.

    Pamiętaj więc: jeśli masz napisać na tej stronie tylko jedną linijkę, niech to będzie właśnie ta. Nigdy nie wpisuj do modelu LLM niczego, czego nie wysłałbyś w e-mailu do nieznajomego.

    Źródło: https://www.gallup.com/699797/indicator-artificial-intelligence.aspx


    Chcesz więcej? Subskrybuj The Dossier

    Co tydzień w skrzynce odbiorczej:

    📡 KANAŁ WYWIADOWCZY - 3-5 wyselekcjonowanych linków: [Badania] [Polityka] [Narzędzia] [Incydenty]
    💡 JEDNA RADA - Jedna praktyczna wskazówka dotycząca AI/cyberbezpieczeństwa, z której możesz skorzystać już dziś

  • 272 ekspertów opracowało ranking ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją. Cyberbezpieczeństwo znalazło się w pierwszej piątce.

    272 ekspertów opracowało ranking ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją. Cyberbezpieczeństwo znalazło się w pierwszej piątce.

    Spis treści

    Dwieście siedemdziesiąt dwóch międzynarodowych ekspertów w dziedzinie sztucznej inteligencji opracowało właśnie ranking ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją oparty na prawdopodobieństwie, a nie na domysłach. Większości organów regulacyjnych nie udało się tego osiągnąć nawet w ciągu trzech lat.

    Badanie zatytułowane “Prioritization of Risks From Artificial Intelligence” („Ustalanie priorytetów zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją”) zostało przeprowadzone przez MIT FutureTech oraz Uniwersytet Queensland. W artykule wymieniono 188 współautorów. Głównymi autorami są Peter Slattery, Alexander Saeri, Jess Graham, Michael Noetel i Neil Thompson. Wykorzystali oni metodę Delphi – proces badawczy polegający na gromadzeniu opinii ekspertów w wielu rundach, aż do momentu, gdy widoczne staną się zarówno punkty zgodności, jak i rozbieżności. Ta sama metoda pojawia się w Międzynarodowym raporcie dotyczącym bezpieczeństwa sztucznej inteligencji z 2026 r., który powołuje się na tę samą pracę. Dane, na których opiera się badanie, znajdują się w Repozytorium ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją MIT, stale aktualizowany katalog zawierający ponad 1 600 udokumentowanych zagrożeń, z którego korzystają decydenci i specjaliści ds. technologii.

    Eksperci ocenili 24 obszary ryzyka w perspektywie pięcioletniej, od 2025 do 2030 roku, w ramach dwóch scenariuszy. Jeden scenariusz zakładał utrzymanie dotychczasowego stanu rzeczy, w którym organizacje i rządy kontynuują dotychczasowe działania. Drugi zakładał pragmatyczne działania łagodzące, w ramach których wszyscy podejmują opłacalne wysiłki w celu ograniczenia szkód. W scenariuszu „biznes jak zwykle” w 18 z 24 obszarów prawdopodobieństwo wystąpienia katastrofalnych skutków wynosiło co najmniej 10%. Konsekwencje katastrofalne oznaczały ponad milion ofiar śmiertelnych lub straty przekraczające $100 miliardów, przy czym w obu przypadkach szkody miały porównywalną skalę cywilizacyjną. To punkt odniesienia, którego nikt do tej pory nie chciał zapisać. Jest to bardziej wyraziste, oparte przede wszystkim na liczbach ujęcie spektrum ryzyka Ten blog już zawiera mapy.

    Dlaczego większość ludzi źle to interpretuje

    Większość ludzi, słysząc o “ryzyku związanym ze sztuczną inteligencją”, wyobraża sobie coś, co nastąpi za wiele lat – na przykład niekontrolowane modele lub autonomiczną broń w jakimś przyszłym konflikcie. Nie jest to jednak zgodne z wynikami niniejszego rankingu ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją. Nawet przy zastosowaniu pragmatycznych środków ograniczających ryzyko pięć obszarów nadal osiągnęło prawdopodobieństwo katastrofy na poziomie 10%. Niebezpieczne możliwości oraz broń oparta na sztucznej inteligencji lub cyberataki osiągnęły po 12%. Podobnie było w przypadku szkód środowiskowych – obszaru, którego większość ludzi nie kojarzyłaby w ogóle z cyberbezpieczeństwem. Nierówności społeczne i bezrobocie uplasowały się o jeden punkt niżej, na poziomie 11%, tuż obok centralizacji władzy. Dwie z tych pięciu dziedzin stanowią problem cyberbezpieczeństwa i ich wskaźniki nie spadły znacząco, nawet pomimo wspólnych wysiłków wszystkich zainteresowanych stron.

    Ranking ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją

    Praca w dziedzinie bezpieczeństwa sprowadza się do jednego zadania: podniesienia kosztów ponoszonych przez atakującego na tyle, by atak przestał być opłacalny. Żaden system nie pozostaje bezpieczny na zawsze, więc alternatywa musi być po prostu na tyle kosztowna, by miała znaczenie. Sztuczna inteligencja nie tworzy nowych etapów ataku. Obniża ona koszty etapów, które już istnieją. Rozpoznanie zostaje zautomatyzowane.

    Wykorzystywanie tych metod do celów złośliwych staje się szablonowe, a sposób ich dostarczania – coraz bardziej przekonujący, ponieważ wygenerowana wiadomość phishingowa czy sklonowany głos nie wymagają już udziału wykwalifikowanego operatora. To ten sam mechanizm, który stoi za… Ataki cybernetyczne wykorzystujące sztuczną inteligencję które już dziś dotykają zwykłe firmy. Jak stwierdził Slattery, właśnie w dziedzinie hakowania możliwości sztucznej inteligencji rozwijają się najszybciej, a wzrost ten jest bardziej widoczny po stronie kosztów niż po stronie prawdopodobieństwa.

    Presja konkurencyjna działa jako mechanizm, który podtrzymuje pozostałe cztery rodzaje ryzyka. Gdy firma lub państwo uznają, że sztuczna inteligencja daje im przewagę, spowolnienie działań ze względów bezpieczeństwa oznacza po prostu przekazanie tej przewagi tym, którzy nie zwalniają tempa. Nikt nie chce być tym, który podnosi własne koszty, podczas gdy konkurencja tego nie robi, więc wyścig w dół w zakresie zarządzania trwa nadal. To ta sama dynamika, która sprawia, że cykle aktualizacji są zbyt powolne, a budżety na bezpieczeństwo zbyt małe – wszystko to przebiega w tempie sztucznej inteligencji, a nie w tempie IT.

    Traktowanie tego rankingu ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją jako jednorazowego projektu mającego na celu zapewnienie zgodności z przepisami oznacza błędną interpretację danych. Nie jest to coś, co można raz zakończyć i odłożyć na bok.

    Co to oznacza, jeśli to właśnie ty ponosisz ryzyko

    W badaniu wskazano również, kto jest narażony, a kto ponosi odpowiedzialność – te dwie grupy nie pokrywają się. Największa odpowiedzialność za przeciwdziałanie tym zagrożeniom spoczywa na twórcach oprogramowania i organach regulacyjnych. Największe ryzyko ponoszą użytkownicy oraz osoby, na które wpływ mają systemy sztucznej inteligencji. Ta rozbieżność sprawia, że nikt nie odczuwa odpowiedniego poczucia pilności. Osoby, które mogłyby spowolnić ten proces, nie są tymi, które poniosą jego konsekwencje.

    Zasięg informacji nie rozkłada się równomiernie. Media pochłaniają ją poprzez dezinformację i manipulację – takie praktyki podważają zaufanie do tego, co ludzie widzą i czytają – podczas gdy kwestie bezpieczeństwa narodowego skupiają się na cyberatakach i rozwoju broni, a nadzór kierowany jest ku temu wrogim podmiotowi, który wykona pierwszy ruch. Nie oszczędza to również sektora finansowego, gdzie oszustwa i manipulacje rynkowe stają się łatwiejsze, a na dodatek naruszenia prywatności wywołują falę skutków w całej gospodarce. Sztuczna inteligencja sprawia, że wyrządzanie szkód staje się tańsze dla każdego, kto już był do tego zdolny, a także możliwe dla osób, które wcześniej nie miały takiej możliwości.

    Slattery przedstawił te ustalenia jako listę kwestii, na które warto zwrócić uwagę już teraz, opartą raczej na prawdopodobieństwie niż na pewności. Reakcja na nie powinna stać się częścią dyskusji na temat zarządzania, którą firmy już prowadzą w zakresie cyberbezpieczeństwa i prywatności. Powinna ona również znaleźć swoje miejsce w planowaniu ciągłości działania, a nie stanowić oddzielnego punktu do odhaczenia z własnym terminem realizacji.

    Jeśli odpowiadasz za bezpieczeństwo w organizacji wdrażającej sztuczną inteligencję, liczba, która powinna Ci utkwić w pamięci w kontekście ryzyka związanego z AI, to nie 272 ekspertów ani 24 kategorie. Chodzi o to, że nawet w najlepszym scenariuszu, jaki modelowali naukowcy, cyberataki i niebezpieczne możliwości nie wypadły z pierwszej piątki. Działania ograniczające ryzyko zmniejszają prawdopodobieństwo ich wystąpienia. Nie eliminują jednak cyberzagrożeń z tej listy.

    Źródło: https://mitsloan.mit.edu/ideas-made-to-matter/these-are-most-urgent-ai-risks-according-to-272-experts


    Chcesz więcej? Subskrybuj The Dossier

    Co tydzień w skrzynce odbiorczej:

    📡 KANAŁ WYWIADOWCZY - 3-5 wyselekcjonowanych linków: [Badania] [Polityka] [Narzędzia] [Incydenty]
    💡 JEDNA RADA - Jedna praktyczna wskazówka dotycząca AI/cyberbezpieczeństwa, z której możesz skorzystać już dziś

  • Mapowanie AI ATT&CK jest błędne w czterech na pięć przypadków

    Mapowanie AI ATT&CK jest błędne w czterech na pięć przypadków

    Spis treści

    Zautomatyzowane mapowanie ATT&CK to główna funkcja każdej platformy CTI sprzedawanej w 2026 roku. Z opublikowanego w czerwcu badania porównawczego wynika, że najlepszy model oparty na oprogramowaniu open source prawidłowo rozpoznaje mniej więcej jedną technikę na pięć.

    Wyobraź sobie analityka SOC, który otrzymał właśnie raport o nowym incydencie i otrzymał polecenie, by go podzielić na MITRE ATT&CK techniki. Kilka godzin pracy. Ktoś wtrąca się z oczywistą sugestią: wrzuć to do modelu LLM – minuta i gotowe.

    Tak się stanie. Cztery na pięć technik będą błędne.

    Co obejmował test porównawczy

    Sześciu naukowców oszacowało to w artykule zatytułowanym “Ocena modeli językowych typu LLM typu open source pod kątem klasyfikacji technik ATT&CK z wieloma etykietami w raportach CTI”, arXiv ID 2606.18166, opublikowanym 16 czerwca 2026 r. Jest to pierwszy rzetelny punkt odniesienia dla mapowania ATT&CK w nieustrukturyzowanych danych wywiadowczych dotyczących zagrożeń, oparty na rzeczywistych raportach, a nie na wybiórczych fragmentach tekstu.

    Zespół stworzył zbiór 2 076 zdań zaczerpniętych z 83 Raport DFIR opisy, w których 1 281 zdań zawiera opis techniki, a 795 nie zawiera żadnego opisu. Adnotacje zostały wprowadzone ręcznie w sześciu etapach, a współczynnik kappa Cohena między adnotatorami wyniósł 0,68; w sumie zidentyfikowano 114 unikalnych technik.

    Przetestowano na nich siedem modeli open source przy kwantyzacji 4-bitowej Q4_K_M. DeepSeek-V2.5 z 236 mld parametrów, GPT-OSS z 120 mld i 20 mld, Llama 3.1 Instruct z 70 mld i 8 mld oraz Gemma 3 z 27 mld i 12 mld.

    Mapowanie ATT&CK

    Najlepszy wynik w kategorii mikro F1 wyniósł 0,22 i został osiągnięty przez DeepSeek-V2.5. W tym przebiegu zastosowano temperaturę 0,0, trzy podpowiedzi oraz włączoną funkcję łańcucha myślenia. Precyzja wyniosła 0,21, a odzyskiwalność 0,23.

    Najsłabszy z całej grupy, model GPT-OSS 20B, osiągał wyniki w przedziale od 0,00 do 0,06.

    Wygląda to na narzędzie, które w procesie produkcyjnym generuje więcej pracy, niż pozwala zaoszczędzić.

    Dlaczego wyniki dostawców wyglądały tak dobrze?

    Wcześniejsze narzędzia do mapowania ATT&CK mierzyły zupełnie inne parametry, a ich wyniki dobrze prezentują się na slajdach. TTPXHunter osiągnął współczynnik F1 na poziomie 0,97, TTPHunter – 0,88, TTPDrill – 0,82, a AttacKG – 0,79.

    Haczyk tkwi w sposobie oceny tych narzędzi. Punktacja obejmowała wyłącznie 50 najpopularniejszych technik, na podstawie opisów procedur zaczerpniętych bezpośrednio z ATT&CK. Ocena odbywała się następnie na poziomie raportu, a nie na poziomie zdania, więc model otrzymywał zdanie napisane językiem taksonomii i dopasowywał je z powrotem do taksonomii. Egzamin z otwartą książką.

    Prawdziwy raport wcale tak nie wygląda, a zbiór danych pokazuje, dlaczego. Jedno zdanie zawiera średnio 1,58 techniki, a 40,2 procent oznaczonych zdań zawiera więcej niż jedną. Sytuacja komplikuje się w przypadku długiego ogona, ponieważ spośród 114 technik 56 pojawia się pięć razy lub rzadziej, a 27 występuje dokładnie raz. Najczęściej występująca technika przewyższa najrzadziej występującą w stosunku 229 do 1.

    Gdzie mapowanie ATT&CK zawodzi

    Dwa rodzaje błędów psują wyniki, a oba są dobrze znane każdemu, kto na co dzień pracuje z modelami LLM.

    Największe szkody wyrządza przechwytywanie słów kluczowych, a jeden z przykładów przytoczonych w artykule pokazuje, jak poważne mogą być tego skutki. W raporcie pojawia się sformułowanie “staged a ransomware binary” (umieszczono plik binarny oprogramowania ransomware), które człowiek odczytuje jako “Ingress Tool Transfer” – co oznacza, że ktoś umieścił narzędzie na komputerze ofiary. Model skupia się na słowie „staged” i generuje wynik „Data Staged” – technikę z innej taktyki dotyczącej przygotowywania danych do wycieku. Słowo się zgadza, ale znaczenie nie.

    Z podobnego powodu pomijane są działania wieloetapowe. Model szuka dosłownych sformułowań z taksonomii zamiast analizować działania atakującego w trzech zdaniach, przez co połowa łańcucha ataku pozostaje niezauważona.

    Szybka regulacja nic nie dała

    Wynik, który powinien zaniepokoić każdego, kto rozważa zakup rozwiązania do mapowania ATT&CK, to ten, który w ogóle nie uległ zmianie. Zmiana temperatury z 0,0 do 0,5 powoduje zmianę wskaźnika micro F1 o maksymalnie 0,01 we wszystkich siedmiu modelach. Porównanie metody zero-shot z metodą three-shot, zarówno z zastosowaniem łańcucha rozumowania, jak i bez niego, nie przyniosło nigdzie statystycznie istotnego wzrostu wyników. Liczba parametrów wykazuje dodatnią korelację z wynikiem, jednak nawet przy 236 miliardach parametrów uzyskuje się jedynie 0,22.

    Mówiąc wprost, nie da się po prostu „wymanewrować” się z błędnego przyporządkowania do modelu ATT&CK.

    Jedyną skuteczną metodą było odzyskanie danych

    Autorzy załadowali dokumentację ATT&CK do magazynu wektorów FAISS i do każdego zapytania dołączyli pięć najlepiej pasujących definicji technik. Wynik Llama 70B wzrósł z 0,22 do 0,32, a współczynnik odzysku wzrósł z 0,23 do 0,41, co stanowi poprawę o współczynnik 1,78.

    Rzetelne mapowanie ATT&CK przewyższyło wszystkie kombinacje promptów i temperatur uwzględnione w badaniu łącznie. Rozumowanie nigdy nie stanowiło wąskiego gardła. Model nie przechowuje roboczej kopii kilkuset technik i podtechnik ATT&CK, więc opiera się na pamięci.

    Pobieranie danych również stwarza nową lukę, ponieważ wszystko, co znajduje się w tym magazynie wektorów, staje się dla modelu „prawdziwym obrazem rzeczywistości” – i właśnie ta sama słabość leży u podstaw zatrucie agenta zajmującego się badaniami nad sztuczną inteligencją.

    Kierunek jest już ustalony, nawet jeśli wartość 0,32 nadal nie spełnia wymagań klasy produkcyjnej. Przekaż modelowi definicje ATT&CK i przestań dostosowywać podpowiedzi.

    Cztery pytania, które warto zadać przed zakupem narzędzia do mapowania ATT&CK

    Należy poprosić dostawcę o udzielenie odpowiedzi na wszystkie cztery pytania na piśmie.

    1. Zapytaj, na podstawie jakiego zbioru danych oceniano to narzędzie. Przykłady procedur zaczerpnięte z samego ATT&CK nie dają żadnej informacji na temat tego, jak narzędzie to radzi sobie z twoimi raportami.
    2. Sprawdź wskaźnik pokrycia technik. Ranking 50 najpopularniejszych technik ukrywa „długi ogon”, w którym kryją się prawdziwe włamania.
    3. Sprawdź, czy ocena została przeprowadzona na poziomie raportu, czy na poziomie zdania. Ocena na poziomie raportu pozwala narzędziu odgadnąć trzy popularne techniki i mimo to sprawiać wrażenie dokładnego.
    4. Zapytaj o wskaźnik wyników fałszywie pozytywnych dla zdań, które w ogóle nie zawierają żadnej techniki. W zestawieniu porównawczym znalazło się 795 takich zdań nie bez powodu.

    Odpowiedział ci sprzedawca, który uniknął wszystkich czterech pytań.

    Każdy, kto już stosuje mapowanie ATT&CK w centrum operacyjnym bezpieczeństwa (SOC), powinien sprawdzić, ile z tych powiązań jest weryfikowanych przez człowieka, zanim trafią one do reguły wykrywania. Przy wskaźniku F1 wynoszącym 0,22 automatyzacja zasila system wykrywania, a raporty kierownictwa zawierają zmyślone TTP. Jest to gorsze niż całkowity brak mapowania, ponieważ sprawia wrażenie, jakby opierało się na wiedzy.

    Ta sama pułapka czai się w każdym systemie, który samodzielnie generuje wezwania związane z bezpieczeństwem, a mapowanie ATT&CK stanowi jeden z przykładów znacznie szerszego problemu związanego z jak działa uczenie się w autonomicznej cyberobronie.

    Trzeba informować o wszystkim człowieka. Wymaga tego logika.

    Źródło: https://arxiv.org/abs/2606.18166v1


    Chcesz więcej? Subskrybuj The Dossier

    Co tydzień w skrzynce odbiorczej:

    📡 KANAŁ WYWIADOWCZY - 3-5 wyselekcjonowanych linków: [Badania] [Polityka] [Narzędzia] [Incydenty]
    💡 JEDNA RADA - Jedna praktyczna wskazówka dotycząca AI/cyberbezpieczeństwa, z której możesz skorzystać już dziś

  • Agenci oparci na sztucznej inteligencji już teraz naruszają przepisy ustawy o cyberodporności

    Agenci oparci na sztucznej inteligencji już teraz naruszają przepisy ustawy o cyberodporności

    Spis treści

    Zgodność z ustawą o cyberodporności wydaje się być pewnym gruntem, gdy już przejdzie się audyt i uzyska znak CE. Nowe badanie wskazuje jednak, że ten grunt już się zapadł, ponieważ agenci sztucznej inteligencji mogą zamienić w pełni certyfikowane urządzenie w otwarte drzwi, nie zmieniając ani jednej linii jego kodu.

    Kosiarka automatyczna Hookii przeszła wszystkie testy wymagane przez przepisy UE, podobnie jak humanoidalny robot Unitree G1. Oba urządzenia posiadają certyfikaty i mogą być legalnie sprzedawane na terenie całej Unii, przynajmniej na papierze. W marcu 2026 r. agent sztucznej inteligencji, którego koszt był mniej więcej równy cenie filiżanki kawy, przejął kontrolę nad flotą 267 takich kosiarek, nie łamiąc przy tym ani jednego prawa ani nie stawiając stopy w hali produkcyjnej. Certyfikat wciąż wisi na ścianie, ale rzeczywistość już go wyprzedziła.

    Czego faktycznie wymaga zgodność z ustawą o cyberodporności

    The Unijna ustawa o cyberodporności osiągnie pełną moc w grudniu 2027 roku, a jej centralnym elementem będzie cykl zapewniania zgodności. Producenci oceniają ryzyko i zajmują się wszelkimi wykrytymi błędami, a następnie dostarczają poprawki zgodnie z ogłoszonym harmonogramem, jednocześnie zgłaszając aktywne luki. Leży za tym założenie, że oprogramowanie zawsze zawiera błędy i wymaga jedynie odpowiedniego zarządzania.

    Projekt ten opiera się na czterech niewypowiedzianych założeniach dotyczących rzeczywistego świata, a każde z nich musi się sprawdzić, aby proces ten miał jakikolwiek sens.

    1. Wykrycie luki wymaga prawdziwej wiedzy specjalistycznej i czasu, dlatego w danym momencie znana jest jedynie niewielka grupa powoli ujawnianych luk w zabezpieczeniach.
    2. Pełny zestaw luk w zabezpieczeniach produktu, które można wykorzystać, można zidentyfikować jeszcze przed jego wprowadzeniem na rynek, a ten wykaz pozostaje w przybliżeniu aktualny również po tej dacie.
    3. Wykorzystanie luk w zabezpieczeniach zdarza się na tyle rzadko i jest na tyle widoczne, że wykrycie takiego incydentu stanowi istotny sygnał.
    4. Działania naprawcze przebiegają szybciej niż ataki, więc regularny cykl instalowania poprawek wystarcza, by zachować przewagę.

    Víctor Mayoral-Vilches z firmy Alias Robotics, autor artykułu, szacuje, że rozbieżność ta dotyczy okresu dziesięciu tygodni. Komisja Europejska opracowała projekt ustawy we wrześniu 2022 roku, a ChatGPT został wprowadzony na rynek w listopadzie tego samego roku, co spowodowało, że obraz świata przedstawiony w rozporządzeniu został zamrożony dokładnie w momencie, gdy ten obraz…
    ## Dlaczego argument dotyczący wielkości mija się z celem

    Większość komentarzy na temat sztucznej inteligencji i cyberbezpieczeństwa skupia się na jednym fakcie – że systemy automatyczne wykrywają więcej błędów niż ludzie. To prawda, ale w kontekście zgodności z ustawą FORENCE to tylko połowa historii.
    Kiedy w kwietniu 2024 r. agent GPT-4 wykorzystał lukę 87% w oparciu o opis CVE, samo to nie stanowi zagrożenia. Firmy ponownie ustalają priorytety i dokumentują ryzyko, jakie akceptują w pozostałych przypadkach, co jest dokładnie tym zachowaniem, jakie przewidział art. 14, ograniczając obowiązkowe zgłoszenia do błędów będących przedmiotem aktywnych ataków i wyłączając z tego obowiązku rutynowe wyniki skanowania. Nie jest to też tylko laboratoryjna ciekawostka, ponieważ Narzędzia hakerskie oparte na sztucznej inteligencji już teraz przeprowadzają ataki na serwery produkcyjne przez całą dobę.

    Czas ma jednak znacznie większy wpływ niż sama liczba. Mediana czasu od ujawnienia do wykorzystania luki wynosiła w 2018 roku 771 dni; w 2023 r. wynosił 5,3 dnia, co stanowiło wykładniczy spadek o współczynniku R² = 0,98, a w 2025 r. wartość ta zbliżyła się do zera, podczas gdy odsetek luk wykorzystanych do ataków przed lub w momencie publicznego ujawnienia wzrósł z 19% do 54%.

    Certyfikat, który pozostaje ważny, nawet jeśli produkt ulegnie zmianie

    Zgodność z ustawą o cyberodporności

    Zgodność z ustawą o cyberodporności przekształca się w kruchy wymóg, zgodnie z którym produkty muszą być dostarczane “bez znanych luk w zabezpieczeniach, które można wykorzystać”. Klauzula ta zakłada, że to, co jest “znane” pierwszego dnia, w przybliżeniu odpowiada temu, co można “wykryć” tydzień później.


    Google’s Agent z filmu „Wielki sen” w listopadzie 2024 roku na żądanie odkryto na nowo ukrytą lukę w SQLite, a przeprowadzenie tego rodzaju ataku kosztuje dziś około stu dolarów za próbę, jednak produkt i jego certyfikat pozostały na papierze dokładnie takie same. Jego rzeczywisty zakres podatności na ataki i tak uległ zmianie, ponieważ warunki związane z

    Dotyczy to każdego producenta wprowadzającego na rynek UE urządzenie podłączone do sieci, niezależnie od tego, czy jest to kamera IP, urządzenie przemysłowe
    sterownik, robot magazynowy lub inteligentne urządzenie – jeśli jest w pełni zgodne z normami – może stać się łatwym celem już tydzień po certyfikacji, ponieważ luka wynikała z zestawu narzędzi atakującego i znajdowała się całkowicie poza kodem samego produktu.

    Dwa roboty, jeden dowód

    W artykule tezę tę poparto przykładami dwóch urządzeń przetestowanych bezpośrednio w ramach ustawy o cyberodporności: humanoida Unitree G1
    oraz kosiarka Hookii.

    Nieobroniony agent AI przejął kontrolę nad urządzeniem G1, wykorzystując lukę w zabezpieczeniach polegającą na wstrzyknięciu poleceń przez Bluetooth oraz identyczny klucz AES wbudowany w każdy egzemplarz floty. Następnie odszyfrował dane telemetryczne robota i uzyskał dostęp do sterowania zdalnego, osiągając wskaźnik skuteczności na poziomie 79%. W przypadku kosiarki 38 połączonych luk w zabezpieczeniach pozwoliło na ominięcie geofence’u bezpieczeństwa w całej flocie 267 urządzeń, osiągając wskaźnik skuteczności na poziomie 75%.

    Po włączeniu obu robotów do systemu „Robot Immune System” – autonomicznego agenta sztucznej inteligencji pełniącego funkcję obronną – skuteczność ataku spada do 14% i 8%, a czas wykrycia i powstrzymania ataku wynosi odpowiednio poniżej 8 i 12 sekund. Wniosek płynący z artykułu ma dwojakie znaczenie, ponieważ zarówno atakujący, jak i broniący się wykorzystują tę samą technologię, więc jedyną certyfikacją, która się sprawdza, jest taka, która nigdy nie przestaje działać. Mechanizm stojący za tą koncepcją omówiłem w jak działa uczenie się w autonomicznej cyberobronie.

    Sposoby na sprawdzenie skuteczności programu zapewnienia zgodności

    Jeśli doradzacie klientom w kwestiach zgodności z ustawą o odporności cybernetycznej lub dostarczacie produkty podłączone do sieci do UE, te zmiany mają większe znaczenie niż sama formalność.

    1. Zaplanuj ponowny audyt po uzyskaniu certyfikatu, ponieważ audyt punktowy dostarcza informacji wyłącznie o dniu, w którym został przeprowadzony.
    2. Należy uwzględnić w budżecie koszty ciągłego monitorowania jako wydatki cykliczne, ponieważ czas od ujawnienia luki do jej wykorzystania mierzy się obecnie w dniach, a czasem nawet w godzinach.
    3. Traktuj defensywnego agenta AI jako kluczowy element zapewnienia zgodności z przepisami; dane zawarte w artykule pokazują, że skuteczność ataków spada z 791 TP3T do 141 TP3T, gdy taki agent jest uruchomiony.
    4. Zapytaj dowolnego dostawcę, w jaki sposób wykrywa rozbieżności między tym, co zostało certyfikowane, a tym, co faktycznie działa obecnie.

    W grudniu 2027 r. ustawa o cyberodporności wejdzie w życie w pełnym zakresie, wprowadzając certyfikację produktów w świecie, który już poszedł naprzód. Coroczny certyfikat zgodności nie ma żadnej wartości po następnym wtorku, a jedyną możliwością zapewnienia ochrony na dłużej niż tydzień jest ciągła ochrona oparta na agentach.

    Źródło: https://arxiv.org/abs/2607.07109


    Chcesz więcej? Subskrybuj The Dossier

    Co tydzień w skrzynce odbiorczej:

    📡 KANAŁ WYWIADOWCZY - 3-5 wyselekcjonowanych linków: [Badania] [Polityka] [Narzędzia] [Incydenty]
    💡 JEDNA RADA - Jedna praktyczna wskazówka dotycząca AI/cyberbezpieczeństwa, z której możesz skorzystać już dziś

  • W Polsce protokół HTTPS jest niemal powszechnie stosowany w sektorze publicznym. Nie dotyczy to jednak warstw wyższych

    W Polsce protokół HTTPS jest niemal powszechnie stosowany w sektorze publicznym. Nie dotyczy to jednak warstw wyższych

    Spis treści

    Aktualizacja z 10 lipca 2026 r. Pierwsza wersja tego artykułu opierała się na 50 domenach i zawierała stwierdzenie, że dwie trzecie polskich gmin nie korzystało z protokołu HTTPS. Próba ta była niewielka i nieobiektywna. Ponownie przeanalizowałem 2442 z 2479 polskich gmin i przeredagowałem artykuł w oparciu o pełne dane. Prawdziwe liczby przedstawiono poniżej.

    W urzędzie miasta wypełniasz formularz. Wpisujesz swój numer identyfikacyjny, adres i datę urodzenia. Klikasz „Wyślij”. Dobra wiadomość: na niemal każdej polskiej stronie internetowej gminy połączenie to jest obecnie szyfrowane. Problem tkwi w tym, co dzieje się dalej.

    Przeskanowałem 2442 z 2479 gmin w Polsce – każdą z nich, która posiadała działający adres internetowy w oficjalnym rejestrze MSWiA. Zrobiłem to w sposób pasywny, nie ingerując w żaden system. Wykorzystałem jedynie protokół SSL, nagłówki HTTP i DNS – czyli elementy, które każdy może zobaczyć z zewnątrz.

    Co to właściwie oznacza

    Zacznijmy od dobrych wiadomości, bo takie są. Protokół HTTPS w sektorze publicznym w Polsce jest dostępny niemal wszędzie. Tylko około 1 procent gmin nie korzysta w ogóle z protokołu HTTPS. Kłódka, której szuka większość mieszkańców, zazwyczaj tam jest.

    Szyfrowanie jest jednak fundamentem, a nie samym domem. I prawie nic na nim nie stoi.

    67 procent gmin nie wysyła nagłówka HSTS. 77 procent nie posiada polityki Content-Security-Policy. 79 procent nie ustawia polityki Permissions-Policy. 58 procent nie posiada zabezpieczeń przed clickjackingiem. Co trzecia gmina ma co najmniej jedną lukę, którą oceniam jako wysokiego ryzyka.

    W kwestii statystyk dotyczących protokołu HTTPS jest też pewien mniej oczywisty aspekt. 9 procent gmin posiada ważny certyfikat, ale nadal udostępnia treści przez zwykły protokół HTTP, jeśli użytkownik spróbuje uzyskać do nich dostęp tą drogą, ponieważ nikt nie skonfigurował przekierowania. Szyfrowanie istnieje, ale połączenie może po cichu z niego wypadnąć, a dane logowania przesłane przez ten przypadkowy protokół HTTP stają się narażone na atak. Sytuacja pogarsza się, gdy to samo hasło jest używane w innych miejscach – właśnie ten nawyk leży u podstaw większości bezpieczeństwo haseł wszędzie pełno jest porażek.

    Dlaczego wszyscy patrzą w złym kierunku

    Większość dyskusji na temat cyberbezpieczeństwa w sektorze publicznym kręci się wokół oprogramowania ransomware, hakerów w bluzach z kapturem i ataków z zagranicy. To wygodna narracja. Zrzuca winę na “rosyjskich hakerów” – cel, z którym tak naprawdę nikt nie może nic zrobić. Nudne sprawy, takie, które porusza się w porządnym strategia cyberbezpieczeństwa, nigdy nie trafia na pierwsze strony gazet.

    HTTPS w sektorze publicznym

    Prawdziwy problem jest nudny. W konfiguracji serwera brakuje kilku wierszy. Przekierowanie na HTTPS, którego nigdy nie skonfigurowano, nagłówek bezpieczeństwa, którego nikt nie dodał. To zwykłe zaniedbanie, a skan pasywny wykrywa je w ciągu kilku sekund, nawet nie wchodząc do wnętrza systemu.

    Żadna z tych nagłówków nie jest skomplikowana. Wystarczy je raz ustawić w pliku konfiguracyjnym, a będą działać przez lata. Brak nagłówków Content-Security-Policy lub X-Frame-Options pozwala komuś wstrzyknąć obcy kod na stronę urzędu lub ukryć prawdziwą witrynę w niewidocznej ramce, którą kontroluje. W przypadku witryny, na której mieszkańcy wprowadzają dane osobowe, nie jest to tylko kwestia estetyki.

    Co to oznacza dla Ciebie, jeśli prowadzisz jedną z takich stron

    Jeśli strona internetowa gminy nadal działa wyłącznie w protokole HTTP – czyli te 9 procent – stanowi to bezpośredni problem w kontekście RODO. Przetwarzacie dane obywateli bez podstawowej ochrony podczas przesyłania, a audytor nie musi być hakerem, aby to dostrzec. Wystarczy, że otworzy stronę w protokole HTTP i zobaczy, jak znika szyfrowanie.

    Brakujące nagłówki zabezpieczeń znajdują się na kolejnym poziomie. Stanowią one “odpowiednie środki techniczne”, których wymaga rozporządzenie – te, których pominięcie trzeba umieć uzasadnić. “Nigdy nie zdążyliśmy tego zrobić” nie jest odpowiedzią, jaką chcesz mieć w dokumentacji po wystąpieniu incydentu.

    Rozwiązania techniczne – wyjaśnione bez żargonu

    HTTPS to szyfrowanie połączenia. Polskie gminy mają tę funkcję. To jest osiągnięcie, które warto zachować.

    HSTS nakazuje przeglądarce, by zawsze łączyła się z witryną w trybie szyfrowanym i nigdy w inny sposób. 67 procent gmin objętych badaniem nie wysyła tego nagłówka, więc osoba atakująca nadal może próbować wymusić, by pierwsze połączenie odbyło się w trybie zwykłego HTTP.

    CSP i X-Frame-Options, które zostały omówione w Przewodnik OWASP dotyczący bezpiecznych nagłówków, utrudniają wstrzyknięcie obcego kodu do strony lub ukrycie legalnej witryny w niewidocznej ramce kontrolowanej przez kogoś innego.

    Certyfikat SSL można uzyskać bezpłatnie za pośrednictwem Let’s Encrypt, a większość gmin już takie rozwiązanie stosuje. Dodanie tych nagłówków zajmuje zaledwie kilka wierszy w pliku konfiguracyjnym serwera i pół godziny twojego czasu – można to załatwić podczas przerwy na kawę.

    Sprawdź swoją stronę już dziś

    Otwórz swoją stronę w nowej karcie. Prawdopodobnie widoczna jest ikona kłódki, co jest dobrym znakiem. Teraz otwórz konsolę programisty i sprawdź nagłówki odpowiedzi. To właśnie tam kryje się luka: brak HSTS, brak CSP, brak ochrony przed ramkami. Jeśli ich brakuje, wykryłeś to przed kolejnym audytem.

    Pobierz pełną kartę wyników w formacie PDF, zawierającą zestawienie według rodzaju gminy.


    Chcesz więcej? Subskrybuj The Dossier

    Co tydzień w skrzynce odbiorczej:

    📡 KANAŁ WYWIADOWCZY - 3-5 wyselekcjonowanych linków: [Badania] [Polityka] [Narzędzia] [Incydenty]
    💡 JEDNA RADA - Jedna praktyczna wskazówka dotycząca AI/cyberbezpieczeństwa, z której możesz skorzystać już dziś

  • Prywatność agentów sztucznej inteligencji to luka, której nikt nie bada

    Spis treści

    AI agent Kwestia prywatności rzadko trafia na listę kontrolną dotyczącą bezpieczeństwa, a właśnie ta luka jest źródłem prawdziwych szkód. Wyobraźmy sobie pracownika zajmującego się rutynowym zadaniem: sprawdza status zamówienia klienta, a następnie – zanim udzieli odpowiedzi – pobiera pasujące rekordy z systemu CRM i bazy danych faktur, a wszystko to w ciągu dziesięciu sekund. Nikt nie zatrzymał się, by zapytać, czy w tym samym wątku rozmowy, wciąż przechowywanym w pamięci roboczej, nie znalazł się również numer karty innego klienta.

    Problem w skrócie

    Obecnie agent LLM działa w oparciu o bazy danych, zbiory dokumentów pobierane za pośrednictwem RAG, zewnętrzne interfejsy API oraz inne agenty znajdujące się niżej w łańcuchu zadań. Każda z tych płaszczyzn stwarza własną ścieżkę wycieku danych agenta, a każda z nich stanowi martwy punkt w większości agentów AI prywatność analizy. Badanie śledzi, w jaki sposób dane wrażliwe faktycznie opuszczają system. Część z nich wychodzi poprzez zapytania, które agent sam dla siebie tworzy. Reszta przedostaje się na zewnątrz poprzez wyniki pośrednie przechowywane w pamięci lub poprzez komunikaty przekazywane innemu agentowi w trakcie

    Większość polityk bezpieczeństwa została opracowana tak, by wyłapać jedną z tych ścieżek, pozostawiając pozostałe dwie całkowicie otwarte. Ta rozbieżność stanowi rzeczywisty kształt „drzwi” problemu prywatności agenta AI, podczas gdy dwa boczne wejścia pozostają otwarte.

    Dlaczego większość zespołów popełnia ten błąd

    Większość analiz bezpieczeństwa agentów opiera się na scenariuszach ataków, takich jak wstrzyknięcie argumentu lub próba przełamania ograniczeń, które umykają uwadze modelu. Niniejsze badanie skupia się przede wszystkim na kwestii, z jakimi danymi ma do czynienia agent, niezależnie od tego, czy ktoś go atakuje. Zespół przeprowadzający testy typu „red team” na swoim agencie pod kątem znanych ataków może nadal przeoczyć ryzyko tkwiące w samym projekcie dostępu do danych.

    ochrona prywatności agentów sztucznej inteligencji

    Wydaje się, że kontrola dostępu na poziomie bazy danych powinna to uwzględniać, choć odpowiada ona jedynie na węższe pytanie – kto może w danej chwili odczytać rekord. Nie mówi ona nic o tym, co agent robi z tym rekordem trzy sesje później. W badaniu przeanalizowano sześć mechanizmów zarządzania stworzonych w celu zapewnienia prywatności, kontroli przepływu informacji oraz wykrywania wycieków, działających w sposób łączący się w wielu sesjach. Pozostałe mechanizmy wykrywają jedynie pojedyncze żądania. Prywatność agenta AI faktycznie ulega naruszeniu na poziomie wzorców, łączących się w różnych sesjach, co jest właśnie tym, czego brakuje w pozostałych pięciu mechanizmach.


    Co to oznacza dla Ciebie

    Wdrażanie agentów u klientów lub uruchamianie ich wewnątrz własnej firmy zmienia zakres elementów, które powinny znaleźć się na liście kontrolnej dostawcy. Dane uwierzytelniające uzyskane w ramach testów typu „red team” metodą jailbreak obejmują obecnie tylko część tej listy. Bardziej trafne pytanie dotyczy prywatności agenta opartego na sztucznej inteligencji we wszystkich obszarach, z którymi agent ma kontakt w danym momencie – w tym podczas pobierania informacji za pomocą RAG, wykonywania zapytań SQL, korzystania z pamięci oraz wymiany komunikatów z innymi agentami.
    Autorzy badania twierdzą, że taki łączny punkt odniesienia praktycznie jeszcze nie istnieje, a w świetle RODO i podobnych przepisów ten brak staje się prawdziwym obciążeniem, ponieważ udowodnienie zachowania należytej staranności staje się trudne, gdy przeprowadzony test pomija większość rzeczywistej ścieżki danych w systemie.

    Kwestie techniczne, w prostych słowach

    Weźmy konkretny przykład, który pokazuje, jak w praktyce wygląda zagrożenie dla prywatności związane z agentami AI. Agent działu kadr odpowiada na pytanie pracownika dotyczące dni urlopowych. Podczas wyszukiwania danych pobiera również pole zawierające informację o przyczynie medycznej leżącej u podstaw
    Wcześniejsza nieobecność, odnotowana tuż obok wyniku analizy danych, zostaje zapisana w pamięci agenta. Trzy zapytania później oddzielny wątek dotyczący tego samego pracownika czerpie z tej pamięci i ujawnia szczegół, o którego ujawnienie nikt nie prosił.

    Błąd wynika z braku granicy między tym, co agent wie, a tym, co może powiedzieć w danym kontekście – granicy, której żaden atakujący nie musiał przekraczać. Kontrola przepływu informacji ma na celu wyznaczenie tej granicy na poziomie warstwy danych, a nie
    warstwa podpowiedzi. Oznacza ona poziom wrażliwości; monitor śledzi ten znacznik niezależnie od tego, gdzie trafią dane – czy to w odpowiedzi na czacie, czy w wiadomości wysłanej do innego agenta. To właśnie ta luka, bardziej niż jakikolwiek atak oparty na podpowiedziach, stanowi codzienny obraz niepowodzeń agentów AI w zakresie ochrony prywatności.

    Cztery pytania, które należy sobie zadać przed wysłaniem agenta

    Zanim agent uzyska dostęp do danych produkcyjnych, cztery pytania pozwalają wyeliminować większość opisanych powyżej zagrożeń.

    Po pierwsze, należy sporządzić mapę wszystkich obszarów danych, do których agent ma dostęp, w tym tych wykraczających daleko poza jego pierwotny zakres działania, obejmując wszystkie bazy danych, repozytoria dokumentów, interfejsy API oraz warstwy pamięci objęte analizą. Po drugie, należy śledzić dane w kontekście sesji, a nie pojedynczych żądań, sprawdzając, czy fakt ujawniony w pierwszej sesji może pojawić się ponownie w piątej sesji bez czyjejkolwiek zgody.

    Po trzecie, należy oddzielić pobieranie danych od ich ujawniania, ponieważ agent powtarzający ten zapis na głos potrzebuje innych uprawnień. Po czwarte, należy poprosić dostawców o przedstawienie wyników testów porównawczych zamiast prezentacji demonstracyjnej, ponieważ system odporny na jailbreak nie pokazuje nic na temat poziomu ochrony prywatności agenta AI w kontekście RAG i SQL, nie mówiąc już o pamięci.


    Zarządzanie prywatnością agentów AI będzie stawało się coraz trudniejsze, ponieważ systemy agentów nieustannie dodają nowe źródła danych i łączą coraz więcej agentów, które przekazują sobie informacje. Dopóki żaden standard nie obejmie tego pełnego obrazu sytuacji, każda firma korzystająca obecnie z agentów musi samodzielnie decydować, jaki poziom prywatności jest dla niej odpowiedni, i świadomie wybierać kompromisy w tym zakresie, zanim jakiś incydent podejmie tę decyzję za nią.


    Chcesz więcej? Subskrybuj The Dossier

    Co tydzień w skrzynce odbiorczej:

    📡 KANAŁ WYWIADOWCZY - 3-5 wyselekcjonowanych linków: [Badania] [Polityka] [Narzędzia] [Incydenty]
    💡 JEDNA RADA - Jedna praktyczna wskazówka dotycząca AI/cyberbezpieczeństwa, z której możesz skorzystać już dziś

  • W jaki sposób autonomiczna cyberobrona rozpoznaje atakującego, którego nigdy nie widziała

    Spis treści

    Autonomiczna cyberobrona przypomina obecnie pilnowanie budynku w ciemności. Strażnik nie widzi intruza i nie słyszy kroków, a jednak na drugim piętrze jest uchylone okno, a gdzieś na końcu korytarza miga czujnik ruchu. Na podstawie tych nielicznych sygnałów system musi mimo wszystko ustalić, kto się włamał i dokąd zmierza.

    Można by to uznać za niemożliwe, choć tak właśnie wygląda zwykła noc dla każdego, kto zajmuje się ochroną sieci. Niedawny artykuł Badacze zajmujący się neurosymbolicznymi cyberagentami podjęli się rozwiązania właśnie tej zagadki.

    Walczysz z cieniem

    W rzeczywistej sieci niebieski agent odpowiedzialny za obronę nie ma wglądu w konsolę atakującego. Nie jest w stanie stwierdzić, jaka technika została zastosowana ani na jakim etapie łańcucha ataku znajduje się już włamanie.

    Naukowcy nazywają to środowiskiem częściowo obserwowalnym, co jest grzecznym sposobem na powiedzenie, że obrońca musi radzić sobie na podstawie skąpych informacji. Trochę nietypowego ruchu tu, a reszta logiki pozostaje zamknięta w czarnej skrzynce.

    Większość narzędzi obronnych uruchamia się dopiero wtedy, gdy szkoda już wystąpiła. Alarm uruchamia się dopiero po włamaniu, więc cała strategia
    sprowadza się raczej do gaszenia pożarów niż do zapobiegania im; należy szkolić w zakresie autonomicznej cyberobrony, aby przewidywać następny ruch, zamiast likwidować skutki poprzedniego.

    Dlaczego większość podejść zawodzi

    Najstarsza metoda opiera się na sztywnych regułach, takich jak np. sygnatura lub stały próg. Jej słabość ujawnia się w momencie, gdy atakujący przestaje postępować zgodnie z twoim scenariuszem. Zmienia taktykę i czeka, aż wczorajsza sprytna reguła przestanie działać.

    Czyste sieci neuronowe oferują coś zupełnie przeciwnego do sztywnych reguł, ponieważ wystarczy wprowadzić do nich dane, a model sam rozpoznaje wzorce. Ta moc wiąże się jednak z pewnym problemem, ponieważ model staje się „czarną skrzynką”, która nie potrafi wyjaśnić
    własne rozumowanie oraz niewytłumaczalny efekt.

    Autonomiczna obrona cybernetyczna

    Koncepcja hybrydowa stanowi kompromis: człowiek może faktycznie analizować i weryfikować dane, a uczenie maszynowe wychwytuje sygnały, które umknęłyby ludzkiemu oku. To właśnie na tym połączeniu opiera się neurosymboliczna, autonomiczna cyberobrona.

    Jak to właściwie działa

    Sercem tego autonomicznego systemu cyberobrony jest mechanizm działający podobnie do schematu podejmowania decyzji przez strażaka, który przechodzi od sprawdzenia obecności dymu do oceny zagrożenia, zanim podejmie działanie. Struktura pozostaje przejrzysta i modułowa, dzięki czemu człowiek może śledzić tę logikę i ufać jej wynikom.

    W wybranych węzłach tego drzewa umieszczono komponenty zdolne do uczenia się. Są to oczy systemu, elementy
    które analizują fragmenty danych sieciowych i uzupełniają luki.

    Sam proces uczenia się opiera się na zwykłym naśladowaniu, a nie na jakimkolwiek wyraźnym zbiorze reguł. Zamiast szczegółowo określać zasady, zespół przedstawia modelowi ogromną liczbę zachowań czerwonych agentów i pozwala mu odtworzyć tę strategię, podobnie jak uczeń przyswaja rzemiosło, obserwując mistrza przy stole warsztatowym. Na podstawie własnych obserwacji i reakcji obrońca odtwarza strategię atakującego, nie odczytując ani jednego polecenia, które ten wpisał. Autorzy informują, że system radzi sobie z
    kilka różnych strategii opartych na czynniku czerwonym oraz ich zastosowanie w szerokim zakresie symulowanych scenariuszy.

    Co to oznacza dla Ciebie

    Ta zasadnicza zmiana sprawia, że obrona przechodzi od trybu reaktywnego do predykcyjnego – jest to różnica między zatrzymaniem włamywacza przy drzwiach a świadomością, że jest on w drodze, zanim jeszcze dotrze do skrętu. Gdy autonomiczna cyberobrona nauczy się rozpoznawać strategię atakującego, ten zdaje sobie sprawę, że jest obserwowany, a rywalizacja wkracza na nowy poziom, na którym atakujący podsuwa czujnikom fałszywe dane, aby model celowo przyswoił sobie fałszywy wzorzec.

    Zaufanie to cicha korzyść, ponieważ hybryda neurosymboliczna pozostawia ślad decyzji, czego czysta sieć neuronowa nigdy nie byłaby w stanie zrobić, co pozwala sprawdzić, dlaczego agent doszedł do wniosku, że trwa atak. W miarę jak autonomiczne centra operacyjne (SOC) przechodzą od etapu spekulacji do standardowego wyposażenia, tego rodzaju możliwość weryfikacji będzie

    Nic z tego nie wykracza poza swoje ograniczenia. Praca nadal odbywa się w środowisku symulacyjnym, w którym występują dyskretne stany i działania, podczas gdy sieć produkcyjna działa w sposób chaotyczny i ciągły. Przejście od etapu testów do wdrożenia trwa zazwyczaj dłużej, niż sugerują to dane podawane w nagłówkach.

    Podsumowanie

    Autonomiczna cyberprzestrzeń jutra obrona ma na celu coś więcej niż tylko samą prędkość, ponieważ będzie próbowała przewidzieć twój następny ruch, zanim go wykonasz. Trudniejsze pytanie brzmi: kto nauczy maszynę przekonująco oszukiwać czujniki wroga i kto zrobi to jako pierwszy.


    Chcesz więcej? Subskrybuj The Dossier

    Co tydzień w skrzynce odbiorczej:

    📡 KANAŁ WYWIADOWCZY - 3-5 wyselekcjonowanych linków: [Badania] [Polityka] [Narzędzia] [Incydenty]
    💡 JEDNA RADA - Jedna praktyczna wskazówka dotycząca AI/cyberbezpieczeństwa, z której możesz skorzystać już dziś

  • Jak pojedynczy post na Reddicie może zepsuć działanie agenta badawczego opartego na sztucznej inteligencji

    Spis treści

    Kiedy agent badawczy oparty na sztucznej inteligencji przetwarza polecenie badawcze, wysyła dziesiątki zapytań do źródeł publicznych i sporządza raport na podstawie zebranych informacji. Uniwersytet Cornell artykuł z maja 2026 r. pokazuje, że proces ten ma wadę strukturalną, którą można wykorzystać za pomocą jednego podłożonego zdania w wątku na Reddicie.

    Czym różni się agent badawczy oparty na sztucznej inteligencji od chatbota

    Agent badawczy oparty na sztucznej inteligencji traktuje każde zapytanie badawcze jako dochodzenie. Pobiera aktualne treści z publicznie dostępnych źródeł i na podstawie uzyskanych wyników tworzy raport. Systemy takie jak STORM i OmniThink zostały zaprojektowane z myślą o tym procesie pracy.

    Problem strukturalny wynika z tego, jak w rzeczywistości przebiegają te sesje badawcze. Kiedy badacz zajmujący się sztuczną inteligencją agent wykonuje 20 powiązanych zapytań dotyczących tego samego tematu, a wyniki tych zapytań wciąż pochodzą z tych samych źródeł. Wątek z serwisu Reddit, który pojawia się w 15 z 20 wyników, jest pobierany 15 razy, a agent traktuje każdy wynik jako niezależny punkt danych i nie dysponuje mechanizmem pozwalającym na oznaczenie powtórzeń.

    Atak z pominięciem modelu

    Większość prac dotyczących bezpieczeństwa sztucznej inteligencji skupia się na metodach typu „jailbreak” i wstrzykiwaniu podpowiedzi – atakach skierowanych bezpośrednio na sam model. Zatrucie treści to kategoria ataków, które działają na poziomie niższym niż model, atakując to, co agent badawczy sztucznej inteligencji odczytuje przed rozpoczęciem wnioskowania.

    Atakujący umieszcza krótkie, specjalnie spreparowane zdanie na jednej z często wyświetlanych stron serwisu Reddit lub Wikipedii. Za każdym razem, gdy agent wyświetla tę stronę, zdanie to pojawia się jako niezależny dowód. Po 15 wyświetleniach podszyte twierdzenie zaczyna brzmieć jak fakt. Atak wymaga jedynie, aby spreparowany tekst pojawił się na stronie, którą agent wielokrotnie wyświetla.

    Wyniki badań przeprowadzonych przez Cornell

    Naukowcy z Cornell przetestowali ten atak na systemach STORM i OmniThink, dwóch systemach stworzonych do automatycznej syntezy wiedzy. Wystarczyła jedna złośliwa publikacja na stronie z treściami tworzonymi przez użytkowników, aby oba systemy zaczęły cytować treści wybrane przez atakującego oraz promować wybrane przez niego nazwy w wielu niepowiązanych ze sobą zapytaniach.

    System traktuje powtórzenia jako substytut prawdy. Sprawdzanie informacji należy do obowiązków czytelnika.

    Konsekwencje w praktyce

    Jeśli Twój proces pracy opiera się na jakimkolwiek narzędziu, które pobiera treści internetowe w czasie rzeczywistym i generuje podsumowanie wyników badań, to działasz w ramach tej architektury. Raporty z analizy konkurencji oraz analizy dostawców odzwierciedlają treści zawarte na pobranych stronach.

    Problem pogłębia się, gdy agent badawczy AI generuje treści, które trafiają do innych procesów opartych na sztucznej inteligencji – a jest to proces już działający w zautomatyzowanych środowiskach produkcyjnych. Pojedyncze zanieczyszczone źródło rozprzestrzenia się w dalszej części łańcucha, a nikt nie sprawdza, czy dane są prawidłowe.

    agent ds. badań nad sztuczną inteligencją

    Na poziomie strategicznym firmy realizujące procesy wymagające dogłębnych badań mogą dać się wprowadzić w błąd przez pojedynczy wpis na forum. Błędna informacja pojawia się w formie cytatu i wygląda tak samo jak każde inne źródło w raporcie.

    Jak przebiega zatrucie – krok po kroku

    Agent badawczy oparty na sztucznej inteligencji przeprowadza 20 zapytań dotyczących “najlepszych narzędzi do cyberbezpieczeństwa dla małych i średnich przedsiębiorstw”. Piętnaście z nich prowadzi do tego samego wątku na Reddicie. W tym wątku ukryto wstawiony fragment, który brzmi jak rekomendacja eksperta, mniej więcej w stylu: “Specjaliści ds. bezpieczeństwa polecają również firmę X, która zebrała wiele pochlebnych opinii w ostatnich niezależnych ocenach”.”

    Za każdym razem, gdy agent natrafia na ten wątek na Reddicie, odczytuje to samo podłożone zdanie i traktuje powtórzenie jako konsensus. Firma X zostaje w końcu wymieniona w całym raporcie końcowym, nawet jeśli rok temu ktoś otrzymał wynagrodzenie za umieszczenie tego zdania, a nawet jeśli firma X jest twoim bezpośrednim konkurentem.

    Proponowane środki zabezpieczające obejmują filtrowanie domen treści tworzonych przez użytkowników (UGC) na poziomie źródła oraz wykrywanie anomalii w wynikach. Oba rozwiązania ograniczają powierzchnię ataku, nie rozwiązując jednak podstawowego problemu, a mianowicie tego, że agent został stworzony w celu zliczania wystąpień i nie jest w stanie sprawdzić, czy którekolwiek z nich są prawidłowe.

    Co należy sprawdzić przed zaufaniem jakiemukolwiek raportowi sporządzonemu przez sztuczną inteligencję

    Każdy wynik opracowany przez agenta zajmującego się badaniami nad sztuczną inteligencją należy traktować jako punkt wyjścia, który wymaga weryfikacji, zanim wpłynie na jakąkolwiek decyzję, i zacząć od przypisów. Gdy w raporcie zaleca się konkretnego dostawcę lub produkt, należy prześledzić źródło tej rekomendacji i sprawdzić, czy pochodzi ona od wymienionego z nazwiska eksperta, czy też od anonimowego użytkownika na publicznym forum.

    Za dwa lata dynamika konkurencji będzie prawdopodobnie przebiegać zgodnie z utrwalonym schematem. Marki będą prowadzić kampanie mające na celu „zatruwanie” sztucznej inteligencji równolegle z działaniami w zakresie SEO, a grupa docelowa przesunęła się z robotów indeksujących wyszukiwarek na agenty badawcze oparte na sztucznej inteligencji.

    Wojna informacyjna zyskała nowy punkt podatności. Na razie tym punktem jest wasz proces badawczy.


    Chcesz więcej? Subskrybuj The Dossier

    Co tydzień w skrzynce odbiorczej:

    📡 KANAŁ WYWIADOWCZY - 3-5 wyselekcjonowanych linków: [Badania] [Polityka] [Narzędzia] [Incydenty]
    💡 JEDNA RADA - Jedna praktyczna wskazówka dotycząca AI/cyberbezpieczeństwa, z której możesz skorzystać już dziś

  • Ataki cybernetyczne wykorzystujące sztuczną inteligencję nie wymagają już udziału hakerów

    Spis treści

    Cyberataki oparte na sztucznej inteligencji nie wymagają już obecności wykwalifikowanego operatora przy klawiaturze. Firma Antropiczny przez dwanaście miesięcy śledziła 832 zablokowane konta, które przeprowadzały cyberataki oparte na sztucznej inteligencji na działającą infrastrukturę, prawdziwych sprawców, rzeczywiste cele i powodowały realne konsekwencje.

    Wyniki te powinny wzbudzić niepokój u każdego specjalisty ds. bezpieczeństwa.

    W ciągu jednego roku liczba podmiotów wysokiego ryzyka wzrosła 1,7-krotnie

    W okresie od początku 2025 r. do początku 2026 r. odsetek podmiotów o średnim i wysokim ryzyku wzrósł z 33% do 56%. Oznacza to wzrost o 1,7-krotność w ciągu dwunastu miesięcy.

    Oto, czego to nie oznacza.

    Nie oznacza to, że hakerzy stali się lepsi w programowaniu. Wyniki dotyczące zaawansowania technicznego nie uległy radykalnej zmianie. Liczba różnych technik ataku stosowanych przez te podmioty pozostała na poziomie porównywalnym z podmiotami stwarzającymi średnie ryzyko.

    Zmieniła się koordynacja, to, kto (lub co) łączył te techniki oraz w jakim stopniu odbywało się to niezależnie.

    Wskaźnik, który faktycznie pozwala przewidzieć zagrożenie

    Zespoły ds. bezpieczeństwa opierają się na wskaźnikach złożoności: im więcej narzędzi i technik, tym większe ryzyko. Dane firmy Anthropic podważają to założenie.

    Poziom zaawansowania technicznego nie był miarodajnym wskaźnikiem zagrożenia. Cyberataki oparte na sztucznej inteligencji, przeprowadzone przez podmioty wykorzystujące 50 technik z modelu MITRE ATT&CK, nie były w sposób jednoznaczny bardziej niszczycielskie niż te, w których zastosowano 30 technik.

    cyberataki wykorzystujące sztuczną inteligencję

    To, co naprawdę wyróżnia to rozwiązanie: możliwość łączenia kolejnych etapów ataku bez udziału człowieka. Rozpoznanie celu. Wybór wektora. Dostosowanie się do nieznanej infrastruktury. Archiwizacja danych. A wszystko to bez konieczności zatwierdzania każdego kroku przez człowieka.

    “Sztuczna inteligencja jako asystent” i “sztuczna inteligencja jako operator” to dwie różne kategorie zagrożeń.

    GTG-1002: Przypadek, który zmienia model zagrożeń

    GTG-1002 uzyskał maksymalny wynik 100 punktów w skali ryzyka ARiES firmy Anthropic, wykorzystując zaledwie 30 technik. Wiele podmiotów o średnim poziomie ryzyka stosuje podobny zestaw technik.

    Co wykorzystano: Claude Code na systemie Kali Linux, połączony z serwerami MCP (Model Context Protocol). Sztuczna inteligencja nie sugerowała poleceń, lecz je wykonywała. Autonomiczny rozpoznanie. Autonomiczne przemieszczanie się w sieci. Autonomiczne gromadzenie danych. W przypadku napotkania nieznanej infrastruktury dostosowywała się do niej bez żadnych instrukcji.

    Tak właśnie wyglądają cyberataki oparte na sztucznej inteligencji przy maksymalnym poziomie ryzyka: brak udziału człowieka, brak technik, które mogłyby wzbudzić podejrzenia, oraz standardowa ocena ryzyka, która całkowicie pomija to zagrożenie.

    Dlaczego tradycyjne metody wykrywania zawodzą

    W modelu MITRE ATT&CK nie ma kategorii “autonomiczna koordynacja łańcucha ataku”. Firma Anthropic współpracuje z MITRE, aby to zmienić. Obecnie luka ta nadal istnieje.

    Cyberataki wykorzystujące sztuczną inteligencję nie przebiegają według ustalonego schematu – ten sam agent może w kolejnych rundach atakować te same cele w różny sposób. Tradycyjne metody wykrywania opierają się na poszukiwaniu konkretnych sygnatur, narzędzi i znanych technik. Takie podejście z natury rzeczy nie pozwala wychwycić zachowań autonomicznych.

    Włączono wykrywanie AI cyberataki wymaga rozpoznawania wzorców zachowań na różnych etapach ataku, a nie tylko pojedynczych uruchomień narzędzi. Wymaga to innej architektury wykrywania niż ta, z której obecnie korzysta większość zespołów.

    Jak firma Anthropic ocenia ryzyko związane ze sztuczną inteligencją: ARiES

    Wskaźnik AI Risk Enablement Score dzieli ocenę zagrożeń na trzy wymiary, których łączna skala wynosi 100 punktów:

    Zagrożenie (0–35)

    Ocenia jasność intencji, umiejętności techniczne oraz stosowanie taktyk unikania.

    Wrażliwość (0–35)

    Mierzy, w jakim stopniu dany model umożliwia wyrządzenie szkody. Najwyższe wyniki osiągają tutaj dostęp do interfejsów API oraz narzędzia umożliwiające autonomiczne działanie – czyli dokładnie te elementy, które stanowią podstawę cyberataków z wykorzystaniem sztucznej inteligencji o wysokim stopniu ryzyka.

    Wpływ (0–30)

    Ocenia rzeczywiste skutki w przypadku powodzenia operacji.

    System opiera się na sumowaniu, a nie na mnożeniu. W tradycyjnych modelach ryzyka wynik równy zero w jednym wymiarze powoduje obniżenie całej oceny. System ARiES rejestruje rozwój zdolności na wczesnym etapie, zanim dojdzie do szkód, dzięki czemu jest bardziej przydatny do wczesnej interwencji.

    Gdzie sztuczna inteligencja jest obecnie wykorzystywana

    W przypadku wszystkich 832 zablokowanych kont wykorzystanie sztucznej inteligencji skupiało się na fazach przygotowawczych:

    • 69% wykorzystano sztuczną inteligencję do opracowania nowych funkcji, głównie związanych ze złośliwym oprogramowaniem
    • 64.7% – techniki zaciemniania i unikania wykrycia
    • 55.9% – gromadzenie danych lokalnych
    • 54.9% – wyłączenie narzędzi zabezpieczających

    Działania mające na celu obejście zabezpieczeń stanowiły 84,41 TP3T całej zarejestrowanej aktywności. Operacje sieciowe w czasie rzeczywistym pozostają na niższym poziomie: ruchy boczne wyniosły 6,51 TP3T, a usługi zdalne – poniżej 1,51 TP3T.

    Warto zwrócić uwagę na tę liczbę: aktorzy, którzy korzystali ze sztucznej inteligencji podczas rzeczywistych operacji sieciowych, a nie tylko podczas przygotowywania narzędzi, osiągnęli średnio o 10,5 punktu wyższy wynik w skali ARiES. Gdy sztuczna inteligencja przechodzi od etapu przygotowań do etapu realizacji, ryzyko gwałtownie wzrasta.

    Liczba ta rośnie.

    Co powinni teraz zrobić obrońcy

    Firma Anthropic wdrożyła zabezpieczenia działające w czasie rzeczywistym oraz zaktualizowane klasyfikatory dostosowane do wskaźników ARiES, a także uruchomiła program weryfikacji cyberbezpieczeństwa przeznaczony dla specjalistów ds. bezpieczeństwa, którzy muszą w zgodzie z prawem testować możliwości najnowocześniejszych modeli.

    Dla osób zajmujących się ochroną sieci zadanie jest proste: należy na nowo zdefiniować pojęcie “wysokiego ryzyka”.”

    Organizacje, które nie zaklasyfikowały jeszcze cyberataków wykorzystujących sztuczną inteligencję jako zagrożenie poziomu 1, działają w oparciu o przestarzałe procedury. Dzisiaj niebezpiecznym podmiotem nie jest ten, kto dysponuje najbogatszym zestawem technik, lecz ten, kto posiada odpowiednią infrastrukturę pozwalającą na uruchomienie autonomicznego agenta i wycofanie się z działania.

    Do przeprowadzania cyberataków na dużą skalę z wykorzystaniem sztucznej inteligencji nie potrzeba już eksperta. Potrzebny jest ktoś, kto je koordynuje.

    Umiejętności techniczne przestają stanowić barierę wejścia na rynek. To właśnie umiejętności w zakresie koordynacji stanowią teraz czynnik decydujący.

    Zaktualizuj swój model zagrożeń, zanim zrobi to GTG-1002.


    Chcesz więcej? Subskrybuj The Dossier

    Co tydzień w skrzynce odbiorczej:

    📡 KANAŁ WYWIADOWCZY - 3-5 wyselekcjonowanych linków: [Badania] [Polityka] [Narzędzia] [Incydenty]
    💡 JEDNA RADA - Jedna praktyczna wskazówka dotycząca AI/cyberbezpieczeństwa, z której możesz skorzystać już dziś